Witam! Dziękuję, że odwiedzasz mój blog. Nazywam się Martyna Sarnowska. Urodziłam się w 1985 roku w Gdyni. Przez sześć lat studiowałam historię sztuki i edukację artystyczną we Francji, w Anglii i USA. Jednak dopiero podczas ostatniego roku studiów odkryłam zamiłowanie do literatury pięknej, poezji i do pisania. W wieku dwudziestu pięciu lat zdałam sobie sprawę, że literatura piękna to najbliższa mi forma sztuki i ekspresji. Od tego momentu znaczną część mojego życia wypełniają książki i tomiki oraz pisanie wierszy, esejów, dzienników… Niedawno spełniłam swoje marzenie, zakładając klub książki, którego prowadzenie pozwala rozmawiać o literaturze z innymi. W sposób naturalny przyszedł też czas na blog – otwarcie szuflady, w której zdążyłam nazbierać wiele cennych słów. Po co je tam ukrywać? Niech wyjdą na światło dzienne.
Jadę drogą
szarego ruchu.
Wokół mnie szybkie
auta bezosobowe.
Wzdłuż drogi ściana,
jak więzienny mur.
Wzrok pada niemal pod samochód.
Ręce zaciśnięte na kierownicy,
plecy twarde, napięte.
I nagle coś każe mi spojrzeć w górę.
Patrzę wysoko,
w dal i wszerz.
Obejmuję
niebieskie niebo, zielone wzgórza.
Droga się wydłuża po horyzont.
I czuję, jak lęk ustępuje,
ciało się odpręża,
głowa rozchmurza.
Witaj, spokoju!
Szłam dziś znaną mi drogą
pośród kojącego szumu morza,
co łagodzi ludzkie wrzenie;
pośród ciepłego wiatru,
co porusza bursztynowymi sosnami;
w złocistym świetle słońca,
ogrzewającego igliwie,
szyszki pod nogami.
W pewnej chwili przystanęłam,
zanurzyłam się w doznaniach
i coś przywołało na myśl
dom i dorastanie.
Usiedli w kawiarni
naprzeciw siebie.
Między nimi świeży kwiatek.
Zaczęli mówić
z najszczerszą radością.
Staruszek, gdy zorientował się,
że jego wybranka źle słyszy,
przysunął się do niej.
Rozmawiali,
jakby nadrabiali wiele lat.
Mówiąc,
pochylali ku sobie zgarbione plecy.
W pewnej chwili on wstał,
otrzepał niemodny już,
lecz wciąż schludny garnitur,
i ruszył do toalety.
Posuwał się ostrożnie w lakierkach
po błyszczącej posadzce galerii.
Szedł tak powoli, że staruszka
zdążyła przejrzeć się w lusterku,
ułożyć wygodnie w fotelu
i z błogim uśmiechem na twarzy
zasnąć.
Minęło kilka miesięcy od przyznania Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. W październiku 2022 roku dowiedzieliśmy się, że otrzyma ją Annie Ernaux, francuska pisarka urodzona w 1940 roku w Normandii. Emocje po ogłoszeniu werdyktu już opadły, książki Ernaux są ponownie dostępne, a ja zdążyłam przeczytać jej dwie najgłośniejsze powieści: Miejsce (1983) i Lata (2008). Mimo że z Latami spędziłam więcej czasu niż z krótkim Miejscem, to właśnie ono wywarło na mnie większe wrażenie. Na nim właśnie chciałabym się skupić.
Już dawno nie czułam się tak niepewna, wyrabiając sobie opinię na temat dzieła literackiego. Nie mogę powiedzieć, żeby czynniki zewnętrzne, jak prestiżowa nagroda czy opinie ludzi, z których zdaniem się liczę, nie wpływały na mój odbiór pisarstwa francuskiej autorki. Zawsze jednak staram się dochodzić do własnego, niezależnego osądu. Co zatem podpowiadają mi mój wewnętrzny głos i moja literacka intuicja? W tym przypadku mój stosunek pozostaje ambiwalentny – połowa mnie lubi Ernaux, a druga jest wobec niej krytyczna.
szybkie lśniące auta
blask okularów słonecznych
lustrzane połacie szyb
mechaniczna muzyka w tle…
jedynie… ten zakurzony skórzany
bucik starszej pani
i błysk w jej pełnym życia oku
pozwalają poczuć się tu ludzko
i wykonać pierwszy krok
ku oswojeniu nowej dzielnicy
Na początku października 2021 roku ogłoszono laureata prestiżowej Nagrody Literackiej Nike. Wyróżnienie to przyznawane jest już od prawie dwudziestu pięciu lat za najlepszą książkę roku. Tym razem laureatem został młody reporter Zbigniew Rokita za Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku. Kiedy ponad trzy miesiące temu oglądałam w telewizji galę wręczenia nagrody, nie sądziłam, że czeka mnie niezwykła przygoda związana z tym tytułem. Nie dość, że sama lektura stała się dla mnie podążaniem literacką ścieżką ku lepszemu poznaniu świata, to jeszcze udało mi się zorganizować spotkanie klubu książki właśnie wokół Kajś i, co najważniejsze, przeprowadzić wywiad z samym autorem!
Każdą książkę staram się czytać powoli i wnikliwie. Noszę daną lekturę wszędzie ze sobą i zapoznaję się z nią partiami, w różnych miejscach, najczęściej w ulubionej kawiarni. Sporządzam notatki, podkreślam najciekawsze cytaty, spisuję pytania i wymyślam zadania dla uczestników prowadzonego przeze mnie klubu. Przede wszystkim jednak myślę, o czym jest książka i co jest w niej najbardziej wartościowego. Czytanie jest dla mnie istotnym i głębokim procesem, którego celem jest poczucie, że dany tekst „wrósł” we mnie, stając się na zawsze częścią mnie. Tak też było tym razem.