
Biografia nie należy do moich ulubionych gatunków literackich. Nie gustuję w suchych, faktograficznych dziełach, opartych na wielu datach i nazwiskach. Nieszczególnie porywają mnie krótkie celne zdania, które „strzelają” w czytelnika. Często, gdy czytam biografię, odnoszę wrażenie, że jej autor ukrywa się za tekstem; wiem, że to umiejętność pożądana w przypadku tej formy, lecz mimo kunsztu pisanie na chłodno niespecjalnie chwyta mnie za serce. Z początku więc Berezowska. Nagość dla wszystkich (2018) Małgorzaty Czyńskiej nie zaintrygowała mnie, obawiałam się, że przede mną przeprawa przez gąszcz danych. Kiedy jednak postanowiłam czytać tę książkę powoli, chłonąć ją w małych porcjach, rozdział po rozdziale, bardzo mnie ona zaciekawiła. Z czasem doceniłam precyzję i erudycję, z jaką została napisana, dyskretnie wplecione w zdania poczucie humoru autorki, a także jej bezstronność i dystans. Berezowska. Nagość dla wszystkich to biografia wyrafinowana, elegancka. Każdy rozdzialik odsłania kolejną kartę życiorysu znanej rysowniczki oraz czasów, w jakich przyszło jej żyć. W końcu otrzymujemy to, na co czekaliśmy: wielostronny portret artystki Mai Berezowskiej. Wielostronny, gdyż dowiadujemy się o niej w szerokim kontekście: historycznym, zawodowym i osobistym.
Artystka urodziła się pod koniec XIX wieku i żyła ponad osiemdziesiąt lat. Doświadczyła kilku okresów historycznych. Dorastała na dalekiej Syberii, a kształciła się, rozwijając talent plastyczny, w Petersburgu, Krakowie i Monachium w czasach słynnej belle époque. Podczas dwudziestolecia międzywojennego obracała się w kręgach polskiej i francuskiej bohemy artystycznej. Druga wojna światowa była dla Berezowskiej dojmującym, tragicznym doznaniem. Natomiast ostatni, długi i najbardziej stateczny etap życia spędziła w Polsce Ludowej. Zmarła w 1978 roku w Warszawie. Czyńskiej udaje się przenieść czytelnika w każdą z tych epok. Dla mnie szczególnie wyrazista była część poświęcona szalonym latom dwudziestym i już nieco mniej szalonym latom trzydziestym, kiedy Berezowska uczestniczyła w kluczowych wydarzeniach w Warszawie, Zakopanem i Paryżu.
Rysowanie towarzyszyło Mai Berezowskiej od wczesnego dzieciństwa. W biografii czytamy: »Maja ledwie wyrosła z niemowlęctwa, a już nie rozstaje się z ołówkiem i blokiem rysunkowym. Po latach na pytania dziennikarzy o to, kiedy zaczęła rysować, odpowiada: „Kiedy się w ogóle zaczęłam. Nie pamiętam siebie bez rysowania”«. Sztuka nie była dla niej tylko zawodem, dzięki któremu utrzymywała się przez całe życie, ale przede wszystkim możliwością tworzenia własnego świata, azylu, miejsca, dokąd mogła „uciec”, niezależnie od okoliczności zewnętrznych. Jej wyjątkowa osobowość – radosna, promienna, pełna życzliwości dla świata, którą Czyńska przedstawia bardzo sugestywne, potrzebowała schronienia. Twórczość była dla Mai sposobem dotarcia do własnych środków wyrazu, do własnego „ja”. Berezowska zaczęła rysować w najbardziej charakterystycznym dla siebie stylu dopiero po drugiej wojnie światowej. To styl głęboko autorski i indywidualny, niemieszczący się w żadnym szerszym nurcie artystycznym. Berezowska to „artystka-wyspa” na mapie historii sztuki.
Jak już wspomniałam, najbardziej ekspresywne wydały mi się rozdziały poświęcone dwudziestoleciu międzywojennemu. To wtedy Maja żyła najintensywniej, czerpiąc z życia pełnymi garściami. W 1918 roku w Warszawie, kiedy miała dwadzieścia sześć lat, poznała swojego męża, rysownika i karykaturzystę, Kazimierza Grusa. To on nauczył ją rysować dla pieniędzy, przedstawił jej wydawców ówczesnych magazynów, szczególnie satyrycznych. Należy przy tym pamiętać, że w tamtych czasach, kiedy nie istniała telewizja i Internet, prasa drukowana była medium informacyjnym o największej sile oddziaływania. Kazio Grus, człowiek niezwykle wesoły, dowcipny i towarzyski, zabierał Maję tam, gdzie trzeba: do kawiarni Pod Pikadorem, do Astorii czy do Małej Ziemiańskiej, gdzie można było spotkać takie osobistości świata sztuki i kultury, jak Jan Lechoń, Julian Tuwim, Jarosław Iwaszkiewicz, Karol Szymanowski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Tadeusz Boy-Żeleński czy Kornel Makuszyński. Z czasem okazało się, że satyra polityczna nie jest bliską Mai formą ekspresji, ale po wielu próbach w różnych pismach udało się jej w końcu zagrzać miejsce w modnym tygodniku satyrycznym „Cyrulik Warszawski”. Rysunki Berezowskiej zaczęły pojawiać się regularnie na ostatniej stronie (jej ilustracje były drukowane jeszcze długo po wojnie, kiedy magazyn zmienił tytuł na „Szpilki”). Za sprawą ciągłej długotrwałej współpracy ze znanym pismem stopniowo ukształtował się charakterystyczny i szeroko rozpoznawalny styl rysunkowy artystki. Kojarzono go głównie z lekkimi, humorystycznymi obrazkami z życia codziennego. Najczęściej były to sceny damsko-męskie, miłosne, nierzadko erotyczne. Maja stała się też znana z ilustracji do poezji współczesnej i jej ulubionych rubasznych fraszek staropolskich Reja, Kochanowskiego, Morsztyna, Potockiego czy Krasickiego.

W latach dwudziestych Maja i Kazimierz Grus często wyjeżdżali do Zakopanego. Co lato gromadziła się tam śmietanka towarzyska. Berezowska przyjaźniła się z Karolem Szymanowskim i spędzała dużo czasu w jego góralskiej willi Atmie, gdzie wypoczywała, tworzyła, słuchała muzyki, podziwiała uroki przyrody i kulturę góralską. W 1930 roku otrzymała propozycję zilustrowania nowego przekładu późnośredniowiecznego romansu Dekameron Boccaccia. To zlecenie natchnęło ją do wykonania serii prac, które dobrze odzwierciedliły jej własny, długo przez nią wypracowywany styl. Dekameron przypadł jej do gustu swoją bezpruderyjnością, dowcipem i otwartością na cielesno-miłosne uciechy życia. Właśnie te prace stały się główną treścią jej portfolio, z którym w wieku czterdziestu lat wyjechała do Paryża.
Czas spędzony w Paryżu lat trzydziestych, w sercu artystycznego świata, był dla Berezowskiej okresem dynamicznym i pracowitym. Francja oczarowała Maję i obdarzyła ją wrażeniami na całą jej przyszłą drogę twórczą. Ten rozdział, który trwał kilka lat, okazał się też wielką lekcją życiową.
W Paryżu była sama, po rozwodzie z Grusem, z dala od rodzinnych stron. Sama też musiała się tam utrzymywać. Na szczęście, podobnie jak w Warszawie, szybko udało się jej dotrzeć do świata bohemy, która przebywała przede wszystkim na Montparnassie i składała się m.in. z artystów z Polski. Jan Lechoń, ówczesny attaché kulturalny przy ambasadzie polskiej, przedstawił ją potentatowi prasowemu, dzięki któremu Maja szybko zaczęła otrzymywać zlecenia z wielu pism. W Paryżu tworzyła intensywnie, współpracując równocześnie z prasą francuską i polską. W tamtym czasie najmodniejszą restauracją w Paryżu była La Coupole, która przyciągała osobistości świata sztuki: tancerkę Josephine Baker, malarkę Tamarę Łempicką, Olgę Boznańską, Melę Muter, Picassa czy Foujita. Maja nie tylko widywała się ze sławami, ale i uczyła się od nich, na przykład, chodziła na lekcje rysunku do Foujity. Przede wszystkim jednak indywidualności te wyzwoliły w niej odwagę i poczucie artystycznej wolności, dzięki nim tworzyła to, na co naprawdę miała ochotę: erotyki, sceny intymne, akty itp. Pobyt we Francji skończył się jednak w 1937 roku, kiedy Maja brawurowo i dość naiwnie zgodziła się zrobić serię karykatur do głośnego satyrycznego artykułu o Hitlerze. Została uznana za winną obrazy majestatu, obarczona grzywną i nawet nie mogła liczyć na wsparcie ze strony polskiej ambasady, która nie chciała narażać się rosnącemu w siłę Führerowi. Artystka wróciła do Warszawy tuż przed drugą wojną światową, pełna wrażeń, inspiracji i nowych doświadczeń. Do końca życia wzdychała: „Ach ten okres paryski – Picasso, Foujita, Soutine, Braque w Café du Dôme…”!
Równie wymowna, ale i przejmująca jest część biografii dotycząca doświadczeń wojennych artystki. Czyńska poświęciła niemały fragment książki na lata 1939-1945, mimo że w tym czasie Berezowska tworzyła stosunkowo niewiele. Podczas wojny spędziła kilka miesięcy w brudnej, ciasnej i dusznej celi na Pawiaku i trzy lata w obozie koncentracyjnym Ravensbrück, gdzie dokonywano na niej sadystycznych eksperymentów medycznych. Co niezwykłe, Berezowska nawet w tak trudnych warunkach starała się rysować, tworzyć choćby portrety współwięźniarek, zachować optymizm i nawiązywać nowe przyjaźnie. Odnoszę wrażenie, że – paradoksalnie – bardziej niż Paryż ukształtowały Berezowską właśnie wyżej wspomniane miejsca. Dzięki tym dramatom mogła stać się prawdziwą, odważną i pewną siebie artystką. Od razu po wojnie mimo wycieńczenia nabrała wiatru w żagle i zaczęła wytrwale pracować nad własną marką. A może wytężona praca nad twórczością stała się po prostu najlepszym sposobem na radzenie sobie z nieludzkimi przeżyciami.
Czyńska słusznie akcentuje wyjątkowość charakteru i osobowości swojej bohaterki. Berezowska, mimo że żyła w ciężkich czasach, potrafiła zbudować dla siebie „schron” – świat radosnej sztuki. Twórczy charakter, prostoduszność i umiejętność patrzenia na świat oczami dziecka nieraz pomogły jej wyjść z najgorszych nawet opresji. Jadwiga Kopijowska, najbliższa wieloletnia przyjaciółka Berezowskiej jeszcze z Ravensbrück, tak wspomina ją z czasów obozowych: „Maja w swojej rozbrajającej dobroci i radości życia nie rozumiała w pełni okrucieństwa zbrodni hitlerowskich więzień i obozów, w których mogła w każdej chwili paść ofiarą. Trzeba było chronić ją jak dziecko”. Maja bardzo ceniła przyjaźń. Była zawsze szczerze zainteresowana drugą osobą, co podkreśla Czyńska: spotkanie z drugim człowiekiem stanowiło dla niej największą wartość w życiu. „Ja się tylko wtedy dobrze czuję, gdy rozmawiam lub maluję”, przyznała Berezowska w wywiadzie. Ludzie z jej otoczenia mówili o niej: wesoła, z poczuciem humoru, życzliwa, młoda duchem, promieniejąca radością życia. Właśnie tę jowialność i swobodę zawarła w swoim dziele, słynącym z dowcipu, śmiałej aprobaty doczesnych przyjemności i rozkoszy cielesnych. „Wkład Mai Berezowskiej w polską kulturę jest niepodważalny”, przekonuje Małgorzata Czyńska w swojej finezyjnie, dojrzale i w sposób przemyślany napisanej biografii. Polecam tę lekcję historii, sztuki i radości!
